W ten weekend na ulice wenezuelskich miast ponownie wyszły setki tysięcy ludzi. Zdecydowana większość po to, aby poprzeć przywódcę opozycji Juana Guaidó, który dziesięć dni temu ogłosił się legalnym prezydentem. „Coś się musi stać. I to szybko!” – powtarzają sobie zmęczeni kryzysem Wenezuelczycy.

Czuć wolność!

Caracas aż huczy od plotek. Że lada moment zabraknie benzyny na stacjach; że rosyjscy najemnicy, którzy mieli bronić rewolucyjnego prezydenta Nicolasa Maduro, z jakiegoś powodu opuścili kilka dni temu Wenezuelę.

Pozostało 88% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej