Kremlowskie kanały telewizyjne o wydarzeniach w Caracas opowiadają tym samym językiem, którym opisywały wydarzenia na kijowskim Majdanie zimą 2014 r. Rossija 1 w swym flagowym programie publicystycznym „Wieści tygodnia” powtarzała słowa: „przewrót”, „zamach stanu”, „samozwańcy”, „marionetki Waszyngtonu”. Plansza zapowiadająca relacje zza oceanu ostrzegała: „Majdan w Wenezueli”.

– Wizja Majdanu w jakimkolwiek reżimie dla ludzi Kremla jest nocnym koszmarem. Panicznie boją się, że coś takiego może się zdarzyć i u nas.

Dlatego straszą cudzymi Majdanami naród. Pokazują, że oznaczają one krew na ulicach, zamęt i inwazję obcych sił – tłumaczy w rozmowie z „Wyborczą” ekonomista Jewgienij Gontmacher.

Wspaniały Maduro wręcza ludziom ryż

Tematem tabu dla kremlowskich mediów jest za to obecny opłakany stan gospodarki i nędza, w jakiej pogrążyli się mieszkańcy kraju rządzonego przez Maduro. Telewizja rosyjska stara pokazywać, że przywódca, przeciwko któremu stają „wykształceni” i „zasobni”, otacza troską „biednych". Bo oto wysłannicy prezydenta idą od drzwi do drzwi i raz na tydzień przynoszą ubogim rodzinom paczkę ryżu i rybne konserwy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej