Owszem, rozejm jest ważny. Ale nie możemy utrzymywać go kosztem walki z terrorystami, która musi trwać nieprzerwanie – obwieścił tydzień temu Władimir Putin na spotkaniu z tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. – Musimy koniecznie podjąć dodatkowe kroki, żeby powstrzymać rozprzestrzenianie się terrorystów w prowincji.

Ankara nie dotrzymała słowa

Choć Putin nie powiedział, jakie konkretnie kroki chce podjąć w Idlibie, eksperci od regionu się martwią. Jeśli Moskwa, która od kilku lat murem stoi za syryjskim dyktatorem Baszarem al-Asadem, zdecyduje się na wielką ofensywę, mieszkańcom gęsto zaludnionej północno-zachodniej prowincji grozi masakra. W ostatnich latach ściągały tu setki tysięcy Syryjczyków uciekających z innych, kolejno wydzieranych opozycji części kraju. Efekt? Dziś w Idlibie i okolicach mieszka blisko 3 mln cywilów, z czego wielu w obozach dla uchodźców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej