Przewodniczący wenezuelskiego parlamentu ogłosił bowiem w środę podczas 100-tysięcznej demonstracji w Caracas, że przejmuje obowiązki głowy państwa: takie uprawnienie daje mu konstytucja, w przypadku gdy władzy nie może sprawować prezydent. Choć Nicolás Maduro został 11 stycznia zaprzysiężony na drugą kadencję, to opozycja uważa, że bezprawnie, bo ubiegłoroczne wybory prezydenckie zostały sfałszowane.

Oprócz prezydenta USA Donalda Trumpa, który od razu uznał Guaidó, poparcia udzieliły mu też Brazylia, Argentyna, Peru, Chile, Paragwaj.

Juan Guaidó urodził się 35 lat temu w La Guaira, głównym porcie Wenezueli, niedaleko Caracas. Miasteczko obsługuje też ruch lotniczy dla stolicy i rodzina zamieszkała w nim nieprzypadkowo – ojciec był pilotem (dziś pracuje jako taksówkarz na hiszpańskiej Teneryfie). Choć jego zarobki nie należały do najgorszych, w domu się nie przelewało, bo Juan miał aż siedmioro rodzeństwa. W dodatku gdy był w liceum, wszyscy stracili dach nad głową, kiedy część miasteczka zniszczyły katastrofalne powodzie z 1999 r., zginął w nich co dziesiąty mieszkaniec stanu Vargas, którego La Guaira jest stolicą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej