W przedszkolu imienia Miguela Cervantesa w andaluzyjskim miasteczku Écija (pomiędzy Sewillą a Kordobą) obowiązuje w tym tygodniu żałoba. Uczęszczający do niego czterolatek został bowiem w sobotę zastrzelony podczas polowania na dziki.

Chłopczyk spędzał weekend z ojcem i dziadkiem, zapalonymi myśliwymi, w górach Sierra Morena. Zabrali go na teren liczącego prawie 1,5 tys. ha prywatnego gospodarstwa, którego właściciele co weekend oferują za opłatą możliwość strzelania do kilku gatunków ptaków, zajęcy oraz dzików (udział w polowaniu na dzika kosztuje 350 euro od osoby). Hiszpańskie prawo na to pozwala, ale nieletnim nie wolno przebywać na stanowiskach strzeleckich. Rodzina zignorowała jednak zakaz, a czterolatek siedział na krzesełku obok dziadka w chwili, gdy został postrzelony w głowę. Choć natychmiast wezwano pomoc i przewieziono malca helikopterem do najbliższego szpitala, reanimacja nie przyniosła skutków – zmarł po dwóch godzinach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej