Katastrofę spowodowali złodzieje, którzy wwiercili się do lokalnego rurociągu. Tryskającą z rury benzynę przez kilka godzin zbierali do kanistrów okoliczni mieszkańcy. Po kilku godzinach jezioro benzyny wybuchło, paląc i zabijając ludzi kręcących się pobliżu. Wycieku nie zatrzymał, wbrew zapowiedziom, koncern Pemex zarządzający rurociągiem, a wojsko nie umiało powstrzymać ludzi od kradzieży lejącego się strumieniami paliwa.

W poniedziałek okazało się, że armia została powiadomiona o włamaniu złodziei do rury ok. 14-14.30. Już o 15.45 na miejscu przebywało kilkaset osób z pobliskiego miasteczka spieszących nabrać benzyny. Przyjechało też kilkunastu lub kilkudziesięciu żołnierzy z pobliskiego garnizonu, którzy mieli pilnować rurociągu i natychmiast zawiadomić ministerstwo obrony o dziurze oraz zabezpieczyć miejsce wycieku.

Przez ponad półtorej godziny 25 żołnierzy nie robiło nic. Nie ostrzegali ludzi, nie odpędzali ich z miejsca, gdzie benzyna tryskała na sześć metrów w górę i rozlewała się po polu, albo robili to tak niemrawo, że nikt nie reagował. Według świadków niektórzy żołnierze „nie mieli nic przeciw temu, żebyśmy sobie nabrali trochę do kanistrów”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej