150 tys. zatrzymanych, 78 tys. aresztowanych, 110 tys. zwolnionych z pracy i ponad 5 tys. zamkniętych instytucji – to bilans zakończonego pół roku temu, a trwającego dwa lata stanu wyjątkowego. W tym czasie prawo stanowiono prezydenckimi dekretami, często – co podkreślali tureccy i zagraniczni eksperci – niezgodnymi z konstytucją.

W końcu – już po referendum konstytucyjnym dającym Recepowi Tayyipowi Erdoganowi pełnię władzy i wyborach prezydenckich, w których pokonał on konkurencję – latem 2018 r. stan wyjątkowy zniesiono, a kraj miał powrócić do normalności. Po apelach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, do którego spływać zaczęły setki skarg na bezprawne aresztowania i zwolnienia z pracy, rząd już wcześniej powołał specjalną Komisję do Zbadania Stanu Wyjątkowego (OHAL Komisyonu). Jej członkowie, delegowani m.in. przez prezydenta i ministra sprawiedliwości, mieli zbadać sprawy zwolnionych czy zawieszonych pracowników administracji publicznej, urzędów czy sądów.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej