Wpływy Rosji na Bałkanach maleją, co właściwie przyznał sam Putin, dzień przed oficjalną czwartkową wizytą w Serbii udzielając wywiadu dziennikowi „Kommiersant”, w którym narzekał, że Amerykanie prowadzą do „eskalacji napięcia w regionie, narzucając swoją dominującą rolę”.

Według niego to Waszyngton stał za decyzją władz Czarnogóry, które „wbrew panującym w kraju nastrojom” parły do przyłączenia kraju do NATO w 2017 r. Putin zapomniał jednak przy tym dodać, że rok wcześniej jego służby zleciły przeprowadzenie zamachu stanu w kraju, by obalić proatlantyckiego premiera.

Kreml oficjalnie widzi amerykańską rękę również w Macedonii, gdzie kilka lat temu najpierw obalony został autokrata Nikoła Grujewski, a później jego następca Zoran Zajew doprowadził w szybkim czasie do zakończenia sporu z Grecją w sprawie zmiany nazwy kraju. Po latach jałowego sporu pomiędzy obydwoma krajami otworzy to wreszcie Skopje drogę do członkostwa w NATO i UE, na co rzecz jasna Moskwa patrzy wrogo.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej