Zgodnie z nowymi amerykańskimi danymi statystycznymi nadwyżka Chin w handlu z USA wyniosła w 2018 roku 323,3 mld dol. To rekord dekady i wzrost o 17 proc. w porównaniu z 2017 r. (wtedy było to 275,8 mld dol.).

A przecież Trumpowi chodziło dokładnie o coś innego. Jeszcze jako kandydat do Białego Domu oskarżał Chiny, że wzbogaciły się kosztem Stanów Zjednoczonych i je wykorzystują. Obiecywał położyć kres ich nieuczciwym praktykom handlowym, pomocy dla eksporterów, kradzieży praw autorskich i niedopuszczaniu amerykańskich firm do kontraktów publicznych w samych Chinach.

A tego wszystkiego miał dokonać, podnosząc cła na ich towary o 10 proc., gdyby zaś to nie poskutkowało – o 25 proc. Chiny nie mogły mu się do końca zrewanżować ze względu na swoją nadwyżkę handlową, więc cios wydawał się celny...

Albo kompromis, albo wyższe cła

Pierwsze karne taryfy – na panele słoneczne i pralki – Trump nałożył w lutym 2018 r. Do sierpnia objął nimi chińskie towary o wartości 250 mld dol. W odpowiedzi Pekin podniósł cła na towary amerykańskie o wartości 110 mld dol.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej