W ostatnich tygodniach Rosjanie prowadzili ze swymi wschodnimi sąsiadami osobliwą grę. 14 listopada prezydent Władimir Putin spotkał się z japońskim premierem Shinzo Abe. W poufnej rozmowie dużo mu najwyraźniej naobiecywał.

Rozpalił nadzieję na to, że wreszcie spełni się marzenie Japończyków i Moskwa zwróci im chociażby dwie z czterech wiarołomnie odebranych im w 1945 r. Wysp Kurylskich.

Odzyskać wyspy i zakończyć wojnę

Tokio uważa za swoje leżące tuż koło Hokkaido wyspy Iturup, Kunaszyr, Shikotan i pasmo bezludnych skał Habomai. Wszystkie one zostały zajęte 74 lata temu na rozkaz Stalina łamiącego układ o nieagresji ze wschodnim sąsiadem.

Dla Japończyków zwrot wysp ma ogromne emocjonalne i symboliczne znaczenie. Jest podstawowym i koniecznym warunkiem umożliwiającym podpisanie układu pokojowego kończącego stan wojny, którą – oczywiście tylko formalnie – wciąż toczą oba kraje. A dla Abe byłby to ogromny osobisty polityczny sukces.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej