W poniedziałkowym wystąpieniu w fabryce w Stoke-on-Trent, gdzie ponad dwie trzecie mieszkańców zagłosowało za wyjściem z UE, premier Theresa May przekonywała, że wynegocjowana przez nią z Brukselą umowa rozwodowa najlepiej zrealizuje wynik referendum. Porażka porozumienia, zaznaczyła May, może oznaczać, że brexit w ogóle nie nastąpi. Bowiem posłowie są bardziej skłonni go zablokować, niż dopuścić do rozstania „na twardo”.

– Niektórzy w Westminsterze chcieliby opóźnić lub nawet powstrzymać brexit i skorzystają z każdej sposobności, by to uczynić. Nadal grozi nam wyjście bez jakiejkolwiek umowy, ale biorąc pod uwagę wydarzenia w Westminsterze z ostatnich siedmiu dni, oceniam, że bardziej prawdopodobnym rezultatem będzie paraliż w parlamencie, który grozi brakiem brexitu – powiedziała May.

Jak dodała, w takim scenariuszu „wiara ludzi w proces demokratyczny i polityków doznałaby katastrofalnych szkód”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej