„Zaczynamy wycofywać się z Syrii, co powinniśmy byli zrobić już dawno. Jednocześnie jednak nadal będziemy z całych sił walić w resztki ISIS, i to z wielu różnych stron” – początek opublikowanego w niedzielę wieczorem na Twitterze wpisu Donalda Trumpa nie zapowiadał sensacji.

Amerykanin już kilka tygodni temu obwieścił, że zabiera żołnierzy z północnej Syrii i – mimo protestów jego własnych doradców alarmujących, że za wcześnie spuszczać z oka niedobitki kalifatu – zgodził się jedynie na niewielkie opóźnienie. Było więc jasne, że wycofanie 2 tys. Amerykanów z Syrii to kwestia najbliższych tygodni.

Dopiero kolejna część wpisu prezydenta wywołała poruszenie w regionie. „Jeśli Turcja uderzy w Kurdów, zrujnujemy ją gospodarczo” – zagrzmiał Trump, po czym dodał: „Oczywiście nie chcemy też, żeby Kurdowie Turcję prowokowali”.

Na reakcję Turków nie trzeba było długo czekać. „Terroryści nie mogą być waszymi partnerami i sojusznikami. Turcja oczekuje, że Amerykanie uhonorują nasze strategiczne partnerstwo, i nie chce, żeby przysłoniła je terrorystyczna propaganda” – napisał na Twitterze Ibrahim Kalin, rzecznik prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej