– Mam absolutnie prawo wprowadzić w kraju stan wyjątkowy – pochwalił się dziennikarzom Donald Trump, który wczoraj pojechał na granicę z Meksykiem w McAllen w dolinie Rio Grande.

– Jeśli Kongres nie zgodzi się na sfinansowanie muru, prawdopodobnie, a właściwie powiedziałbym, że raczej na pewno, tak właśnie zrobię – zapowiadał otoczony pogranicznikami i krewnymi osób, które padły ofiarą zabójstw z rąk przestępców będących zarazem nielegalnymi imigrantami.

– Jeśli nie będziemy mieć muru, ludzie nadal będą musieli mierzyć się z koszmarnymi problemami, nie obejdzie się też bez wielu zgonów – wyliczał. – Mówią, że mur to średniowieczny wymysł. A jednak to jedna z rzeczy, które po prostu działają – tłumaczył. - Bez muru będziecie mieli przestępstwa w Iowa, w New Hampshire, w Nowym Jorku – straszył. - A przecież moglibyśmy natychmiast to powstrzymać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej