Wicepremier Włoch Matteo Salvini nie mógł ogłosić aliansu między Ligą Północną a PiS po swym środowym spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, choć chyba na to liczył, wybierając się do Warszawy. Nie oznacza to jednak, że obie partie nie pójdą na współpracę w nowym europarlamencie.

Możliwe, że szykuje się tam frakcja twardszych i łagodniejszych „nacjonalistów”, którzy rządzą lub współrządzą swymi państwami, więc nie stać ich na prawdziwą „antysystemowość” i muszą się jednak jakoś z Brukselą układać.

To głównie PiS, Liga, a także Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA) – największa i w zasadzie centroprawicowa partia Belgii, która ostatnio znów zaczęła mocno uderzać w tony antyimigracyjne.

Jak długo taka frakcja „nacjonalistów” może się utrzymać? Stanowiska (a zatem prestiż i pieniądze) w europarlamencie dzieli się w sprzyjającym dużym klubom systemie D’Hondta. Ale na razie solidniejsze spoiwo to straszenie obcymi i utratą europejskiej tożsamości.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej