Zdjęcie 66-letniego Franka Magnitza obiegło w poniedziałek media w całej Europie. Nieprzytomny mężczyzna leżał na szpitalnym łóżku, a z wielkiej rany na czole lała się krew. Działacze AfD rozpowszechniali w mediach społecznościowych informacje, że szef struktur partii w Bremie i jednocześnie jeden z jej 94 posłów w Bundestagu został napadnięty przez trzech nieznanych sprawców, uderzony w głowę kantówką i skopany. Napastników miał odgonić świadek napaści. Magnitz w ciężkim stanie został przewieziony do szpitala.

Niemcy zaś zamarły z niedowierzania. W 2017 r. w kraju zanotowano wprawdzie 39 tys. 500 przestępstw motywowanych politycznie (o 4 proc. mniej niż w 2016 r.). Dopuszczali się ich działacze skrajnej lewicy, prawicy czy muzułmańscy ekstremiści (z motywów religijnych popełniono ok. tysiąca przestępstw, o 50 proc. więcej niż w 2016 r.). Jednak do zamachów na polityków nie doszło od 1990 r., kiedy to niezrównoważony psychicznie napastnik postrzelił ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Wolfganga Schäublego, a inny szaleniec ugodził nożem w szyję szefa SPD Oscara Lafontaine.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej