– „To, co robi Bruksela, wygląda jak radziecka kampania dezinformacyjna w celu osłabienia morale Brytyjczyków. Ich twierdzenia nie mają oparcia w rzeczywistości, a obliczone są na wzmocnienie przeciwników brexitu w Zjednoczonym Królestwie” – wypalił kilka tygodni temu Owen Paterson, poseł i były minister, gdy rzecznik Komisji Europejskiej zapytany o jednodniową przerwę w rozmowach odpowiedział, że wynika to z nieobecności strony brytyjskiej.

W tym samym czasie jednak probrexitowa prasa nie szczędzi miejsca, środków i pomysłów, by reklamować scenariusz wyjścia bez umowy. Zwolennicy „twardego” brexitu nie są bardzo liczni, ale po swojej stronie mają niezwykle ważnego sojusznika, czyli czas: dopóki zwolennicy innego scenariusza nie dojdą do porozumienia i nie przegłosują go w parlamencie, dopóty wiadomo, że 29 marca Wielka Brytania przestanie być częścią Unii Europejskiej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej