– To niezwykłe, że nadzieja Rahaf faktycznie może się spełnić. Jeszcze dwa dni temu tkwiła zabarykadowana w hotelowym pokoju, walcząc o życie, a dziś mamy tak zadziwiający zwrot – cieszy się Phil Robertson, który w Human Rights Watch (HRW) odpowiada za Azję.

Jego organizacja od początku śledzi sprawę Rahaf al-Kanun, osiemnastoletniej Saudyjki, która w ostatni weekend uciekła z Kuwejtu, gdzie przebywała na wakacjach z rodziną.

UNHCR: Sprawdziliśmy, zasługuje na azyl

Miała bilet do Sydney i australijską wizę, ale została zatrzymana na lotnisku w Bangkoku, a Tajlandczycy chcieli ją odesłać do rodziny, choć dziewczyna przekonywała, że grozi jej niebezpieczeństwo. „Rodzina mnie zabije, bo ogłosiłam, że jestem ateistką” – skarżyła się na Twitterze i odmawiała wejścia do samolotu powrotnego do Kuwejtu. Nawet gdyby na dziewczynie nie zemścili się krewni, po powrocie do kraju byłaby w niebezpieczeństwie. Za apostazję w Arabii Saudyjskiej grozi bowiem kara śmierci.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej