Jeżeli ktoś sądził, że skrajnie prawicowy kandydat Bolsonaro może obiecywać różne rzeczy w kampanii, ale jako prezydent się pohamuje, musi się czuć rozczarowany.

Już kilka dni po zaprzysiężeniu prezydent wysłał do stanu Ceará 300 ciężkozbrojnych policjantów szturmowych do walki z gangami narkotykowymi. W ciągu ostatniego tygodnia bandyci przeprowadzili w 13 miastach tego stanu 40 zamachów na autobusy i budynki publiczne. W jego stolicy, Fortalezie, jeździ tylko jedna trzecia autobusów, a część sklepów została zamknięta. Prezydent postanowił więc od razu pokazać, że do walki zabiera się energicznie i stanowczo...

Prawo i skrupuły tylko rozzuchwalają bandytów

Śladem swego idola Donalda Trumpa poparł akcję wezwaniem posłów i senatorów do poparcia projektu ustawy, w której chce zagwarantować policjantom bezkarność w wypadku zabicia kogoś w czasie służby. Kiedy Jair Bolsonaro ogłaszał to jako jedno ze swoich haseł kampanii wyborczej, politycy różnych orientacji wyrażali niedowierzanie pomieszanie z oburzeniem. On zaś tłumaczył, że nie da się inaczej walczyć z bandytyzmem, bo przepisy prawa i skrupuły tylko krępują siły porządku, a rozzuchwalają bandytów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej