W poniedziałek w Lyonie rozpoczął się proces kardynała Philippe'a Barbarina. Jest oskarżony o tuszowanie przestępstw pedofilskich księdza, który w latach 70. i 80. molestował kilkudziesięciu skautów. Barbarin stanął na czele diecezji dopiero w 2002 r., ale ofiary zarzucają mu, że choć miał zapoznać się z kościelną dokumentacją przestępstw, to nie poinformował wymiaru sprawiedliwości. Francuska prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie w 2016 r. (powołując się na przedawnienie i na fakt, że Barbarin od 2014 r. współpracował w śledztwie). Ale potem kilka ofiar wniosło własne oskarżenie.

To przykład problemu, którego wagi Franciszek nie doceniał w pierwszych latach pontyfikatu. Jednak w 2018 r. stało się jasne, że to właśnie bilans w oczyszczaniu Kościoła będzie kluczowy w ocenach jego rządów.

Zadanie jest tym trudniejsze, że zwłaszcza w USA sprawa rozliczeń z pedofilii (i jej tuszowania) jest wykorzystywana przez część biskupów oraz wpływowych świeckich do walk o wpływy oraz do zwalczania bardziej „wyrozumiałej” linii Franciszka co do nauczania Kościoła w kwestii rodziny, traktowania rozwodników czy gejów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej