Białoruski prezydent w minionym tygodniu aż dwa razy był na Kremlu, by od swego rosyjskiego kolegi w czasie trudnych rozmów dowiedzieć się, że „nie ma dotacji bez integracji”. Bez „dotacji”, czyli głównie gazu i ropy po ulgowych cenach, kraj Bat’ki nie wyżyje. Eksperci rosyjscy liczą, że pomoc dla Mińska kosztowała Moskwę przez ostatnie 20 lat 100 mld dol. To dwukrotny roczny PKB Białorusi. W istocie była to nie tylko pomoc, ale także opłata za pozostawanie w strefie wpływów Rosji i rezygnację z reform, jakie przeprowadziły u siebie dawne bałtyckie republiki radzieckie.

Co to znaczy integracja według Kremla

A „integracja” to realizacja zawartego w 1999 r. traktatu o powołaniu Związkowego Państwa Białorusi i Rosji. Porozumienie zakładało wprowadzenie wspólnej waluty, jednolitej polityki taryfowej, utworzenie jednolitego rynku, a także wspólnego rządu oraz parlamentu. I przyjęcie wspólnej symboliki państwowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej