Sprawa ekshumacji i ponownego pogrzebu szczątków generała Francisco Franco ciągnie się od lipca, kiedy to na wniosek socjalistycznego rządu Pedra Sancheza parlament uchwalił ustawę o usunięciu ciała generała z mauzoleum w Dolinie Poległych w górach Guadarrama, 60 km na północ od Madrytu.

Rząd postanowił wówczas usunąć grób Franco, zwycięzcy krwawej wojny domowej (1936-39), ze zbudowanego przezeń monumentalnego mauzoleum. Spoczywa on tam od 1975 r. na honorowym miejscu, w sąsiedztwie 34 tys. ofiar wojny, którą sam rozpętał, oraz powojennej zemsty dyktatury na pokonanych republikanach, socjalistach, anarchistach i komunistach. Rząd zamierzał szybko przenieść zwłoki i czekał tylko, by potomkowie Franco wybrali inne miejsce pochówku.

Pamięć wojny domowej wciąż dzieli Hiszpanów

Jednak rodzina stawia zacięty opór. Po pierwsze, nie zgadza się na ekshumację z Doliny Poległych, a po drugie – jeśli nie zdoła jej zablokować – żąda ponownego pochowania zwłok generała w rodzinnej krypcie w madryckiej katedrze Almudena, gdzie spoczywa już jego jedyna córka Carmen. Wniosek o zakaz ekshumacji czeka zaś na wyrok sądu najwyższego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej