Ogłoszenie planów awaryjnych na 100 dni przed datą brexitu to po części element rzeczywistych – i trwających od dawna – przygotowań UE do chaotycznego rozwodu. Z drugiej strony jednak to także polityczna presja na Izbę Gmin, która będzie w styczniu głosować nad – wynegocjowaną już w listopadzie – umową o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE.

Na razie przeciw jej ratyfikacji opowiada się, wedle brytyjskich mediów, większość posłów - ale teraz i premier Theresa May, i Unia zamierzają nieustannie przypominać o nadzwyczaj wysokich kosztach odrzucenia tej ugody.

Apel o łagodność wobec Brytyjczyków w UE

Wspólne dla Brukseli i Londynu są także zapewnienia o staraniach, by na brexitowym chaosie (w razie braku umowy) jak najmniej ucierpieli zwykli obywatele w ich zwykłych codziennych sprawach.

Komisja Europejska nie ma w tej kwestii twardych uprawnień, ale w środę zaapelowała do rządów krajów Unii o „wspaniałomyślne” traktowanie ok. 1,5 mln Brytyjczyków mieszkających i pracujących teraz na terenie krajów UE. Mieliby zachować obecne zezwolenia na stały pobyt, a świeże wnioski o czasowe lub stałe prawo pobytu złożone przed 29 marca 2019 r. (to data brexitu) miałyby być rozpatrywane w pilnym trybie, by dać Brytyjczykom tymczasowe zezwolenia obowiązujące bezpośrednio po brexicie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej