Ilhan Omar urodziła się w stolicy Somalii, do USA dotarła jako dziecko, w 2016 r. z ramienia Demokratów zdobyła mandat do stanowego zgromadzenia w Minnesocie, a w listopadowych wyborach uzupełniających – do Kongresu. Nie dziwi, że ta mocno lewicowa muzułmanka jest obiektem ataku konserwatywnych mediów i proizraelskich komentatorów. Gdy Demokraci usiłowali znieść zakaz noszenia hidżabu w Kongresie, żeby zakrywająca włosy Omar mogła tam normalnie pracować, konserwatywny pastor E.W. Jackson stwierdził, że muzułmanie chcieliby zamienić Kongres w „islamską republikę”.

Podobne reakcje wywołuje druga muzułmanka w parlamencie Rashida Tlaib, córka uchodźców z Palestyny. Zasłynęła w 2016 r., gdy na wiecu Donalda Trumpa zapytała go, czy kiedykolwiek czytał konstytucję.

Większe kontrowersje budzi Linda Sarsour, obecnie najbardziej znana działaczka muzułmańska w USA, przewodniczącą Stowarzyszenia Amerykańsko-Arabskiego w Nowym Jorku. Sarsour wywalczyła wpisanie przez nowojorskie szkoły dwóch muzułmańskich świąt do kalendarza dni wolnych, złożyła pozew przeciwko dekretowi Trumpa, którym chciał zablokować wjazd do USA mieszkańcom siedmiu muzułmańskich krajów, organizowała Marsz Kobiet...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej