Źródłem ciągnącej się od kilku miesięcy awantury jest lutowa nominacja Martina Selmayra na sekretarza generalnego Komisji Europejskiej, czyli szefa całego aparatu urzędniczego (to ok. 30 tys. ludzi), którym politycznie kierują kadencyjni komisarze UE.

Selmayr był uprzednio szefem gabinetu politycznego Junckera i choć dzięki temu mógł – zgodnie z regułami w euroinstytucjach – skorzystać z krótkiej i prostej drogi do zmiany stanowiska (przez przeniesienie), to wybrał z definicji trudniejszą ścieżkę normalnego konkursu na nową posadę. Tyle że zdaniem krytyków ten konkurs miał być zorganizowany pod Selmayra, o ile nie przez samego Selmayra.

Nieprzejrzyste awanse?

Sprawę jako pierwszy opisał i niestrudzenie pilotował Jean Quatremer, korespondent francuskiego dziennika „Liberation”, którego publikacje poważnie przyczyniły się w 1999 r. do dymisji Komisji Europejskiej kierowanej przez Jacques'a Santera (chodziło wtedy o oskarżenia korupcyjne wobec paru komisarzy).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej