Źródłem ciągnącej się od kilku miesięcy awantury jest lutowa nominacja Martina Selmayra na sekretarza generalnego Komisji Europejskiej, czyli szefa całego aparatu urzędniczego (to ok. 30 tys. ludzi), którym politycznie kierują kadencyjni komisarze UE.

Selmayr był uprzednio szefem gabinetu politycznego Junckera i choć dzięki temu mógł – zgodnie z regułami w euroinstytucjach – skorzystać z krótkiej i prostej drogi do zmiany stanowiska (przez przeniesienie), to wybrał z definicji trudniejszą ścieżkę normalnego konkursu na nową posadę.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej