Zatwierdzone w szwedzkim Rimbo zawieszenie broni w ostatni czwartek (13 grudnia) odtrąbiono jako wielki sukces. Uzgodniony pod okiem negocjatorów z ONZ rozejm miał przerwać wojowanie między jemeńską armią a szyickimi rebeliantami w kluczowym porcie w Hudajdzie na południu kraju i stać się początkiem końca trwającej czwarty rok wojny, która obraca Jemen w ponurą ruinę.

Radość nie trwała długo. „Jemeński rozejm naruszony po kilku minutach” – głosił ponury tytuł na stronie BBC już we wtorek (18 grudnia) rano. Choć początkowo stacja informowała jedynie o „sporadycznych starciach” między rebeliantami a siłami rządowymi w portowym mieście Hudajda na południu kraju, według agencji AFP walki nadal trwają w najlepsze.

Nie bez powodu zawieszenie broni dotyczyło właśnie Hudajdy. Kluczowy port od blisko czterech lat jest w rękach sponsorowanych przez Teheran rebeliantów, a rząd – wspierany z kolei przez dowodzoną przez Saudów arabską koalicję – próbuje im go odebrać, nie oglądając się na koszty.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej