Autorzy raportu piszą „z żalem”, że zarządy mediów społecznościowych w swoich wyjaśnieniach dostarczanych Kongresowi przedstawiają niecałą prawdę lub uchylają się od kluczowych odpowiedzi. Wciąż utrzymują bowiem, że nie zaistniał proceder kierowania fałszywych informacji do konkretnych grup użytkowników (tymczasem raport dowodzi, że m.in. do czarnych Amerykanów kierowano informacje o przemocy policji wobec mniejszości) oraz że nie wiadomo, czy rosyjska fabryka trolli – petersburska Internet Research Agency – produkowała treści zniechęcające do głosowania w niedawnych wyborach do Kongresu (według raportu produkowała).

Raport konkluduje, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy stanowisko firm z Doliny Krzemowej to efekt wadliwych lub niepełnych analiz czy raczej celowy, wyrachowany unik.

Tymczasem konta powiązane z Internet Research Agency – tą samą, która odpowiada za wspomaganie kampanii Donalda Trumpa, a o której co najmniej od stycznia 2017 r. wiadomo, że stanowi ramię rosyjskich służb – wciąż działają. Jak zaznacza nowy raport, obecnie gros aktywności rosyjskich trolli skupia się jednak na Instagramie (należącym do Facebooka), który „z dużym prawdopodobieństwem będzie kluczowym polem walki w najbliższym czasie”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej