Demonstracja rozpoczęła się w czwartek wieczorem na placu Kossutha pod parlamentem, a następnie przeszła mostem Małgorzaty do Budy i powróciła do Pesztu. Protestujący wykrzykiwali hasła: „Orban, idź do diabła!”, „Mamy dość!”. Doszło do starć z policją, która użyła wielokrotnie gazu pieprzowego. Co najmniej dwóch funkcjonariuszy zostało rannych.

Wybite zostały dwa okna w budynku parlamentu. Policja zatrzymała kilka osób, w tym polityk z niewielkiej partii opozycyjnej Momentum.

Węgrom nie podoba się „ustawa niewolnicza”

Sprzeciw demonstrujących wywołała przegłosowana w środę ustawa zwiększająca ilość godzin nadliczbowych z 250 do 400, które będzie można rozliczyć dopiero w ciągu trzech lat. Protestujący twierdzą, że będą przez ten czas w rzeczywistości pracować za darmo, i nazywają nowy przepis „ustawą niewolniczą”.

Rząd przyznaje, że wprowadził nowe prawo pod presją lobby motoryzacyjnego odpowiedzialnego za znaczną część węgierskiego eksportu. Obecne na Węgrzech fabryki borykają się z brakiem rąk do pracy i chcą wydłużenia godzin dla obecnie zatrudnionych pracowników.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej