W środę obchodzono ćwierćwiecze przyjęcia w ogólnonarodowym głosowaniu konstytucji Federacji Rosyjskiej. Już nie tak hucznie, jak bywało do 2004 r., kiedy Rosjanie 12 grudnia mieli wolne, ale obchody oficjalne były. I przy tej okazji prezydent wypowiedział ważką myśl na temat ustawy zasadniczej, na straży której stoi jako „gwarant” jej przestrzegania: – To nie jest skostniała konstrukcja prawna, lecz żywy, rozwijający się organizm.

Swą żywą „elastyczność” konstytucja Federacji Rosyjskiej najdobitniej wykazała w 2008 r. Gospodarzem Kremla był wówczas formalnie Dmitrij Miedwiediew, a Putin po dwóch czteroletnich kadencjach prezydenckich udawał, że jest tylko premierem. Wtedy przewidziane konstytucją zasady zmieniono i kadencja prezydenta została przedłużona z czterech do sześciu lat. Ale nie od razu, lecz dopiero po kolejnych wyborach, czyli po powrocie Władimira Putina na Kreml.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej