W ciągu ostatnich 12 lat w Argentynie skazano 800 wojskowych lub policjantów, oprawców dawnej dyktatury wojskowej (1976-83), ale cywilów dotąd nie sądzono bądź ich uniewinniano. Zakończony właśnie proces jest precedensem, bo tym razem na ławie oskarżonych zasiedli dwaj menedżerowie międzynarodowego koncernu Ford, w którego fabryce pod Buenos Aires więziono, bito i torturowano pracowników uznanych przez dyrekcję fabryki i juntę wojskową za wichrzycieli i lewicowych wywrotowców.

Gorliwi na usługach junty

Sąd federalny w San Martin ustalił, że szefowie argentyńskiej filii Forda ściśle współpracowali z wojskowymi wyłapującymi lewicowych związkowców i pracowników. Sami sporządzali listy przywódców robotniczych w zakładzie, dawali je wojskowym razem ze zdjęciami, adresami i charakterystykami w celu identyfikacji, a kiedy było trzeba – gorliwie ich wyłapywali, więzili w sali gimnastycznej na terenie fabryki, osobiście przesłuchiwali, a nawet torturowali razem z przysłanymi przez armię oprawcami w mundurach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej