Gdy w październiku Angela Merkel postanowiła rozpocząć operację przechodzenia na emeryturę i zgodziła się oddać władzę nad partią, nazwiska Ursuli von der Leyen nikt nawet nie wspomniał. A przecież minister obrony od dawien dawna wymieniana była w ścisłym gronie chadeckich polityków, którzy mieli zająć jej miejsce. Pochodząca z Dolnej Saksonii matka siedmiorga dzieci w pierwszym rządzie Merkel wdrażała reformy w polityce rodzinnej, przeprowadzając szeroki program rozbudowy żłobków i przedszkoli oraz broniąc go przed konserwatywnymi członkami CDU. W czasach gdy była ministrem pracy, w kraju malało bezrobocie.

Gdy w 2013 r. Merkel powierzyła jej resort obrony w Berlinie, mówiono, że następnym przystankiem w jej politycznej karierze będzie urząd kanclerski.

„System von der Leyen” ciągnie minister na dno

Von der Leyen przyszło stawiać na nogi Bundeswehrę w dobie wojny na Ukrainie i powrotu zagrożenia z Rosji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej