Ruchem dżihadystycznym od dawna targają spory doktrynalne. Można je prześledzić, począwszy od pism Egipcjanina Sajjida Kutba (1906-66), który gardził umiarkowaną koncepcją dżihadu jako wyłącznie walki obronnej i twierdził, że obowiązkiem muzułmanina jest obalić „wszelkie rządy i systemy oparte na władzy jednych ludzi nad drugimi”. Kto tego nie robi, naraża się na usprawiedliwiony odwet prawowiernych.

Krytykiem Kutba był Hasan al-Hudajbi, duchowy przewodnik Bractwa Muzułmańskiego. Według niego żaden muzułmanin nie może podawać w wątpliwość wiary innego, o ile ten drugi wypowie szahadę, prostą deklarację wiary.

Czym różni się Al-Kaida od ISIS

Spór rozpoczęty w egipskich więzieniach, gdzie w latach 60. siedzieli Sajjid i Hidajbi, rozprzestrzenił się po świecie islamu – i nie była to debata czysto akademicka. M.in. zamachy z 11 września 2001 r. stanowiły jej przejaw.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej