Premier Theresie May pozostało już tylko kilka dni na przekonanie posłów do porozumienia wynegocjowanego przez nią z UE. Głosowanie nad wnioskiem w sprawie jego poparcia lub odrzucenia odbędzie się we wtorek wieczorem.

W tej chwili bardzo prawdopodobne jest, że umowa zostanie odrzucona. Głosowanie przeciwko zapowiedziała nie tylko opozycja, ale też ponad 100 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej. Liczba buntowników raczej rośnie, nie maleje.

Najwyraźniej nie pomogła poprawka zgłoszona w czwartek wieczorem przez trzech posłów przy nieoficjalnym poparciu Downing Street, przewidująca, że to parlament zadecyduje, czy w razie potrzeby wydłużyć okres przejściowy po brexicie, czy uruchomić kontrowersyjny mechanizm awaryjny zapobiegający „twardej granicy” między Irlandią a Irlandią Północną.

Mechanizm od początku nie podoba się brexitowcom i wspierającym rząd May północnoirlandzkim unionistom. Pierwsi obawiają się, że przewidziane w nim de facto członkostwo Zjednoczonego Królestwa w unii celnej będzie się przeciągać i prawdziwy brexit nigdy nie nastąpi. Drudzy nie akceptują dodatkowych rozwiązań, które dotyczą tylko Irlandii Północnej, uważając, że to krok w kierunku odłączenia jej od reszty kraju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej