Gdyby o wyborze miał decydować szef Bundestagu Wolfgang Schäuble, z racji wieku i doświadczenia wielki autorytet, na czele CDU stanąłby 63-letni Merz. – To byłoby najlepsze rozwiązanie dla kraju – mówił kilka dni temu dziennikarzom „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Merz jego zdaniem to przekonany Europejczyk, godny zaufania zwolennik utrzymania więzów transatlantyckich i polityk wyznający zasady socjalnej gospodarki rynkowej. – Na czele CDU powinien stać człowiek wyznający jasne pryncypia – oświadczył.

Gdy pod koniec października Merkel wobec rosnącego niezadowolenia w CDU i po fatalnym wyniku partii w wyborach do landtagu w Hesji postanowiła oddać władzę nad chadecją i przygotować swe przejście na emeryturę, nikt się nie spodziewał, że Merz wróci z niebytu.

Merz znów na radarze

Polityk zniknął z niego dobre dziesięć lat temu, choć wcześniej uważano go za gwiazdę partii i jednego z najlepszych mówców w niemieckim parlamencie. W 2004 r., gdy Merkel umacniała swoją władzę nad chadecją, usuwając z drogi prawdziwych i potencjalnych rywali, Merz, ówczesny szef frakcji CDU/CSU w Bundestagu, został przez nią bezceremonialnie usunięty ze stanowiska. Od 2009 r. zaangażował się wyłącznie w robienie pieniędzy. W sumie zasiadał w 20 radach nadzorczych wielkich koncernów, co budziło poważne wątpliwości co do jego bezstronności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej