CNN ma to czarno na białym: na zdjęciach satelitarnych, jakie telewizja uzyskała z Instytutu Spraw Międzynarodowych Middlebury w Monterey, widać nieznaną dotychczas północnokoreańską bazę rakietową w górzystym sercu kraju. Obok niej stoi „stara” baza balistyczna w Yeongjeo-dong, w której trwa szybka rozbudowa.

Baza była znana administracji George'a W. Busha, który naciskał, ale bez skutku, na ojca obecnego przywódcy Kim Dżong Ila, by wpuścił tam inspektorów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej z Wiednia.

Jedenaście kilometrów dalej pojawiła się nowa baza – nie wiadomo, czy chodzi o filię starszej, czy o drugi, samodzielny obiekt. Wszystko to oznacza, że Kim Dżong Un, który w czerwcu, podczas spotkania w Singapurze, obiecał Trumpowi „denuklearyzację”, ani myśli dotrzymać słowa.

– Z powodu wygodnej lokalizacji właśnie z tej bazy mogą zostać wystrzelone w kierunku USA ICBM, uzbrojone w głowice atomowe – mówi Jeffrey Lewis z Instytutu Spraw Międzynarodowych Middlebury w Monterey.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej