Główna siedziba prywatnego koncernu CEFC mieści się w dawnej francuskiej dzielnicy Szanghaju. Do ubiegłego roku zajmowała kompleks dwudziestu willi w stylu kolonialnym i pawilon chiński. Teraz ta siedziba jest zamknięta, a logo CEFC z niej usunięte. Sto metrów dalej, na bramie willi mieszczącej fundację koncernu, zamieszczono zawiadomienie o odcięciu prądu ze względu na nieopłacone rachunki – donosi CNN.

Wciąż nic nie wiadomo o losie prezesa firmy Ye Jianmingu, który zniknął rok temu. Jego gwiazda zgasła tak raptownie, jak rozbłysła. Portal Asia Sentinel z Hongkongu pisze, że podpadł samemu Xi Jinpingowi, który kazał go aresztować za korupcję. Po jego zniknięciu energetyczne imperium Ye – które działało jak piramida finansowa, zaciągając nowe kredyty na kolejne zakupy – zostało podzielone i częściowo znacjonalizowane.

Przypuszczalnie prezes w końcu stanie przed sądem. Na razie jednak Pekin czeka, by skandal, który sięga ludzi ze szczytów chińskiej władzy, nieco ucichł. Lepiej bowiem, by świat zapomniał, że jeszcze niedawno Ye woził prywatnym odrzutowcem tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana czy amerykańskich prominentnych oficjeli, m.in. byłego doradcę ds. bezpieczeństwa Henry’ego Kissingera i byłego szefa rezerwy federalnej Alana Greenspana. I że często fotografował się z samym Xi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej