Wielkie świętowanie, jakie ogarnęło Mosul w lipcu zeszłego roku po wyzwoleniu spod władzy terrorystów z Państwa Islamskiego (ISIS – Islamic State in Iraq and Syria), zdaje się być dziś zamierzchłą przeszłością. Miasto, które przez trzy lata służyło ekstremistom za ich stolicę w Iraku, rozpoczęło trudny proces dźwigania się z ruin. Mosulczycy obserwują go i z nadzieją, i z bólem.

– Pojechaliśmy wszyscy, całą rodziną. Nie tyle wrócić, co sprawdzić, czy nasz dom jeszcze stoi – opowiada mi 64-letni Talal Shuker.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej