Już tylko niespełna tydzień ma premier Theresa May, by przekonać parlamentarzystów do umowy wynegocjowanej przez nią z Brukselą (głosowanie odbędzie się 11 grudnia).

Jeśli nie wypracuje większości – a we wtorek wydawało się to bardzo mało prawdopodobne – porażka może doprowadzić do jej dymisji. To z kolei może skończyć się wyborem nowego lidera konserwatystów i utworzeniem nowego gabinetu, wcześniejszymi wyborami lub nawet drugim referendum ws. brexitu.

– Nie przypominam sobie podobnej niepewności w brytyjskiej polityce, odkąd ją śledzę. Tylu poważnych, dobrze poinformowanych analityków naprawdę nie ma pojęcia, co się stanie – mówi cytowana przez NBC News Brigid Fowler, badaczka parlamentaryzmu z brytyjskiego Hansard Society.

Za kulisami Downing Street próbuje jeszcze przekabacać posłów, w tym ponad 90 członków rządzącej Partii Konserwatywnej, którzy zadeklarowali, że zagłosują przeciwko. Jednocześnie rozpoczyna się polityczny teatr: seria wielogodzinnych debat brexitowych w Izbie Gmin. Wtorkowa miała dotyczyć zagadnień ogólnych. W środę na tapecie będą kwestie bezpieczeństwa, w czwartek – gospodarka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej