Pasażerowie, którzy we wrześniu zamierzali pojechać pociągiem osobowym z Lüneburga do Lübeki w Dolnej Saksonii (odległość ok. 85 km), musieli się przesiadać do podstawionych pod dworzec autobusów. Pociągi nie kursowały. Nie z powodu awarii czy uszkodzeń trakcji. Lokalna spółka córka Deutsche Bahn, która obsługiwała połączenie, nie miała do dyspozycji maszynistów, którzy mogliby poprowadzić składy. Okazało się, że w spółce na stanowiskach maszynistów było wówczas aż 27 wakatów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej