W poniedziałek oenzetowski samolot wylądował w Sanie, jemeńskiej stolicy, i zabrał stamtąd 50 rannych bojowników Huti na leczenie do Omanu – poinformował rzecznik saudyjsko-emirackiej koalicji, która od paru lat próbuje zmiażdżyć partyzantkę Hutich. Ewakuację udało się wynegocjować Martinowi Griffithsowi, specjalnemu wysłannikowi ONZ do Jemenu.

Między innymi z powodu braku zgody Saudyjczyków na leczenie wrogów w Omanie we wrześniu nie odbyły się planowane przez ONZ rozmowy pokojowe. Wysłannicy Hutich nie pojawili się w Szwecji. Tłumaczyli, że nie zostały spełnione ich żądania: transport rannych, zgoda na powrót wyleczonych i gwarancje bezpieczeństwa dla negocjatorów.

Teraz wygląda na to, że obie delegacje zjawią się na miejscu. Huti mogą przybyć do Sztokholmu już w poniedziałek wieczorem. Według saudyjskiej telewizji Al-Arabija, gdy zostanie to potwierdzone, do samolotu wsiądą przedstawiciele drugiej strony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej