Komisja Europejska i europarlament nadal naciskają, by unijny budżet na lata 2021-27 oraz powiązane z nim przepisy o sposobie wydawania pieniędzy m.in. w polityce spójności został wynegocjowany – przynajmniej w najważniejszych punktach – przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

– Optymizm w sprawie tych terminów wyraźnie osłabł – przyznał jednak minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński po zakończeniu piątkowego spotkania Rady UE poświęconego polityce spójności po 2020 r.

Zastrzegł, że także Polska woli budżet lepszy niż szybszy. A gdyby przepisy o polityce spójności miały być przyjmowane w bliskiej przyszłości („na przykład za miesiąc”), to szanse na spełnienie polskich postulatów byłyby bardzo niewielkie.

Rządy się nie spieszą

Budżetowy harmonogram Komisji wydaje się coraz bardziej nierealistyczny zarówno z powodu braku czasu, jak i braku politycznej chęci u kluczowych rządów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej