Pawło Klimkin, ukraiński minister spraw zagranicznych, zapowiedział w poniedziałek, że Kijów będzie chciał włączyć NATO oraz Międzynarodowy Czerwony Krzyż w negocjacje dotyczące deeskalacji kryzysu. Klimkin pokłada nadzieje w MCK, szczególnie w sprawie zwolnienia 24 marynarzy, których więzi Rosja.

Do niewoli dostali się w niedzielę wieczorem – krótko po tym, gdy rosyjska flota ostrzelała trzy niewielkie okręty w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej. Wcześniej, rano, rosyjski okręt „Don” staranował holownik należący do ukraińskiej marynarki wojennej. Następnie Rosjanie zablokowali szlak wodny przez cieśninę, a gdy wieczorem Ukraińcy podjęli decyzję o wycofaniu się, rosyjskie okręty zaczęły pościg i ostrzelały ukraińskie jednostki. Rannych zostało sześciu marynarzy, dwóch jest w stanie ciężkim.

Rosjanie dawali od kilku tygodniu sygnały, że zamierzają zablokować cieśninę. Po aneksji Krymu w 2014 r. i wybudowaniu w maju tego roku mostu łączącego anektowany Krym z Rosją traktują cieśninę i Morze Azowskie jako własne wody terytorialne. Ukraińska politolog Kateryna Kruk twierdzi, że wzięcie do niewoli ukraińskich marynarzy i eskalowanie konfliktu może być dla Rosjan kartą przetargową w próbie wymuszenia na Kijowie ustępstw w sprawie Krymu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej