– Nie tylko przeżyjemy, ale rozkwitniemy – zapewnił w tym tygodniu irański minister spraw zagranicznych Javad Zarif, bagatelizując konsekwencje sankcji nałożonych na Iran przez USA. Już w następnym zdaniu Zarif przyznał, że „zwykli ludzie będą cierpieć, ucierpi gospodarka”.

Perspektywy Iranu są fatalne. Korespondent agencji Reuters donosi, że setki irańskich firm zawieszają produkcję, tysiące ludzi traci pracę.

– Zwolniliśmy wszystkich 45 pracowników. Mężczyźni teraz prowadzą taksówki, kobiety wróciły do domów – mówi Farzad Rashidi, prezes wytwórni napojów gazowanych Tamnoush. Firma zamknęła się po 16 latach istnienia, bo notowała straty wskutek wzrostu ceny surowców.

Brak pracy jest największym koszmarem Iranu. Raport parlamentu z września przewidywał, że jeśli wzrost PKB w kolejnych latach będzie się utrzymywał poniżej 5 proc., to bezrobocie sięgnie 26 proc., co zagrozi stabilności państwa. Tymczasem prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego przewiduje spadek irańskiego PKB o 1,5 proc. w tym roku i o 3,6 proc. w przyszłym. Już teraz bez pracy jest co czwarty młody Irańczyk – a przed trzydziestką jest tam 60 proc. społeczeństwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej