Obserwatorzy moskiewscy od miesięcy zastanawiają się, gdzie „trzaśnie”. Doświadczenie podpowiada bowiem, że kiedy władza rosyjska wpada w tarapaty, usiłuje poprawić sytuację, pakując kraj w konflikt zbrojny. Dziś jej położenie jest marne, a lista nowych problemów spadających na izolowaną, uznaną za „toksyczną" Moskwę jest długa.

Po podniesieniu wieku emerytalnego notowania Władimira Putina mocno spadły. Jak pokazały wyniki sondażu opublikowane przed tygodniem przez Ośrodek Lewady, dziś 61 proc. Rosjan uważa, że prezydent jest odpowiedzialny za kłopoty kraju. Wcześniej Putin w oczach rodaków odpowiadał tylko za sukcesy Rosji, a porażkom winni byli „źli bojarzy", czyli urzędnicy.

Doszło do tego, że kandydaci jego „partii władzy" Jedna Rosja przegrywają wybory gubernatorskie, bo mieszkańcy regionów są gotowi głosować na byle kogo, byle na złość Kremlowi. Tego jeszcze za 19 lat Rosji putinowskiej nie było.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej