Zapowiedź nowego prezydenta, że powoła do życia nową formację militarną, Gwardię Narodową, i użyje jej do walki z bandytyzmem, zdumiała Meksykanów.

Przywódca lewicowej partii Morena, który wygrał wybory i obejmie urząd 1 grudnia, w kampanii atakował poprzednie rządy m.in. właśnie za używanie armii do walki z przestępczością i obiecywał, że wycofa ją do koszar w ciągu sześciu miesięcy.

Teraz nagle zmienił zdanie, a jego partia przedstawiła w parlamencie projekt utworzenia 50-tysięcznej Gwardii Narodowej, która ma być częścią sił zbrojnych i podlegać prezydentowi oraz ministrowi obrony.

Na siły gwardii złożą się: policja federalna (która zostanie rozwiązana), policja militarna oraz marynarka wojenna. Wymagać to będzie zmiany konstytucji, która zabrania wojsku działań w dziedzinie bezpieczeństwa wewnętrznego

200 tys. ofiar w 12 lat

Zgłaszając projekt ustawy o Gwardii Narodowej, posłowie partii prezydenta ogłosili: „Wobec kryzysu powszechnej przemocy i braku bezpieczeństwa Państwo nie może gwarantować przestrzegania prawa oraz przywrócić pokoju społecznego bez instytucji wojska. Jego wycofanie z pilnowania bezpieczeństwa publicznego wydałoby całe regiony kraju i ich mieszkańców na pastwę zorganizowanej przestępczości”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej