W maju uwięziono co najmniej dziesięć kobiet i siedmiu mężczyzn pod mglistymi zarzutami szkodzenia interesom narodowym, komunikowania się z „zagranicznymi jednostkami”, infiltrowania rządu i finansowego wspierania „wrogich elementów z zagranicy, które podważają bezpieczeństwo i stabilność królestwa”.

Nikogo z tej grupy nie postawiono w stan oskarżenia. Nikt nie dostał prawa do widzenia z adwokatem.

Część aktywistek była przez kilka miesięcy przetrzymywana w budynku, który wyglądał na opuszczony hotel. Później zostały przeniesione do więzienia Dhahban w Dżuddzie, gdzie również zamknięto je w pojedynczych celach. W obu miejscach przesłuchujący mężczyźni dopuszczali się wobec nich nadużyć.

Według opublikowanego we wtorek raportu Amnesty International aktywistki były chłostane i rażone prądem. Niektóre nie mogły potem stać ani chodzić. Miały ślady na ciele, całe się trzęsły. Znany jest jeden przypadek, gdy kobietę zawieszono pod sufitem. Według jednego ze świadków (tożsamości źródeł AI nie ujawnia) kobiety były też molestowane seksualnie przez przesłuchujących w maskach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej