Atmosfera wokół Babisza zgęstniała do tego stopnia, że by złożyć 17 listopada kwiaty w centrum Pragi w rocznicę aksamitnej rewolucji, musiał się przemykać ulicami miasta nocą z piątku na sobotę. Nad ranem aktywiści domagający się jego dymisji wyrzucili złożone przez niego kwiaty do kosza.

Trzy dni wcześniej przez Pragę przeszła demonstracja Czechów, którzy domagali się dymisji Babisza. W tym tygodniu zaś planowane jest głosowanie nad wotum nieufności dla niego.

Poszło o prowadzone przez rok śledztwo dziennikarzy portalu internetowego Seznam, którzy dotarli do jego syna Andreja juniora zamieszanego w aferę związaną z podejrzeniem wyłudzenia przez premiera unijnych dotacji.

– Albo przedłużysz wakacje, albo trafisz do szpitala psychiatrycznego – miał wedle juniora powiedzieć mu jego ojciec. Reporterom ze szczegółami opowiadał, jak w ubiegłym roku został porwany i wywieziony na Krym, by nie mógł zeznawać w śledztwie, które toczy się przeciwko jego ojcu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej