Według oficjalnych danych w sobotnich akcjach protestacyjnych wzięło udział w skali całego kraju 282 tys. osób. Doliczono się nieco ponad 2 tys. miejsc takich akcji, a więc głównie blokad dróg, mostów, stacji benzynowych, centrów handlowych itp. Były także „zwykłe” manifestacje, zwłaszcza tam, gdzie protestujący natykali się na kordony policji niepozwalające im pójść dalej. Tak było np. w Paryżu, gdzie policja szczelnie zamknęła wszystkie ulice prowadzące do Pałacu Elizejskiego.

Uczestnicy protestów twierdzą, że było ich ponad milion, ale ta ocena wygląda na mocno przesadzoną. Liczby podawane przez MSW wydają się bardziej wiarygodne. Wynikałoby z nich, że średnia liczba uczestników każdej z sobotnich akcji wynosiła mniej więcej 140. Obserwacje w terenie potwierdzają tę ocenę. Wystarczyło przejechać w sobotę ok. 17 – kiedy miał nastąpić „szczyt” akcji protestacyjnych – przez kilka dzielnic Paryża, by dostrzec, że nie pojawiły się tam praktycznie żadne „żółte kamizelki”, miasto działało normalnie, a ludzie co najwyżej wypytywali kierowców autobusów, czy są na trasie jakieś manifestacje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej