Taki telefon to prawdziwa petarda, trudno o bardziej obciążający dowód – ekscytuje się cytowany w „New York Timesie” Bruce O. Riedel, były oficer CIA, a dziś ekspert w Brookings Institution.

Petarda, o której opowiada, to rozmowa telefoniczna Stambuł – Rijad z 2 października. Właśnie tego dnia znany saudyjski dziennikarz, a przy okazji umiarkowany krytyk rodziny królewskiej Dżamal Khashoggi został zamordowany w saudyjskim konsulacie w centrum Stambułu przez 15 nasłanych z Rijadu agentów.

Agent: Melduję wykonanie zadania

Jak wynika z tureckiego śledztwa, dziennikarz zginął tuż po wejściu do budynku, po czym jego ciało zostało poćwiartowane specjalnie przywiezioną w tym celu piłą i ukryte albo wywiezione – do tej pory nie udało się go odnaleźć.

Po wszystkim jeden z agentów Maher Abd al-Aziz Mutrib, oficer saudyjskich służb bezpieczeństwa, pospieszył zadzwonić do przełożonego w Rijadzie, by zameldować wykonanie zadania. – Zrobione, możesz przekazać szefowi – miał zaraportować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej