Ratelband wyjaśnił sądowi, że jego prawdziwy wiek nie odzwierciedla prawdziwej kondycji jego ducha i ciała. – Czuję się znacznie młodszy, jestem jak młody bóg. Lecą na mnie dziewczyny, ale tylko do czasu, aż im powiem, ile mam lat – przekonywał.

Z wnioskiem o odmłodzenie zgłosił się do urzędu miejskiego, ale tam go wyśmiano. Podczas rozprawy sędziowie też z trudem powstrzymywali się od uśmiechu.

Powód tłumaczył, że administracyjne odmłodzenie ułatwiłoby mu życie zawodowe i prywatne. – Mój wiek mnie ogranicza. Gdybym miał 49, mógłbym kupić nowy dom, inny samochód. Mógłbym więcej pracować. Kiedy piszę na Tinderze, że mam 69, nikt się do mnie nie odzywa. Gdybym mógł napisać, że mam 49, to z takim wyglądem nie miałbym problemów – przekonywał.

Dlaczego po prostu nie napisze fałszywego wieku, jak inni użytkownicy portali randkowych? Bo nie chce kłamać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej