Demokraci biją na alarm, że Donald Trump wylał Sessionsa, by spróbować ukręcić łeb niewygodnemu śledztwu. Jeśli tak jest, wybrał optymalny moment: wybory do Kongresu właśnie się zakończyły, prezydenckie dopiero za dwa lata, a nowa, zdominowana przez Demokratów Izba Reprezentantów, która prześwietli tę decyzję w komisji sądownictwa, zbierze się dopiero w styczniu.

Trump od dawna krytykował Sessionsa za odsunięcie się od śledztw dotyczących rosyjskich wątków kampanii. Były już prokurator generalny postanowił o tym, gdy wyszły na jaw jego spotkania w niejasnych okolicznościach z ambasadorem Rosji. Specprokuratora Roberta Muellera powołał w maju 2017 r. zastępca Sessionsa Rod Rosenstein, on też nadzorował jego działalność, chroniąc niezależność śledczych.

Teraz to zadanie przejął powołany przez prezydenta p.o. prokuratora generalnego Matthew Whitaker. W przeszłości wypowiadał się on sceptycznie o działaniach Muellera. Wyrzucał mu, że nie powinien prowadzić ich tak szeroko, np. przyglądając się finansom Trump Organization. Postulował obcięcie finansowania. Z tego powodu czołowi demokraci - Chuck Schumer i Nancy Pelosi - wzywają, by i on wyłączył się z nadzoru. Jednak jest to mało prawdopodobne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej